Loading the content... Loading depends on your connection speed!

601PL
Twój koszyk: 0,00 

Brak produktów w koszyku

11 ITT Zwickau 2004 (Międzynarodowy Zlot Trabantów)

Do wyjazdu na 11ty międzynarodowy zlot Trabantów do Zwickau namówił mnie Kuba „Władzio” i Przemek „Miedelnica”, z którymi wyruszyliśmy z Krakowa „Groszkiem” Trabantem 601 Kuby. Podróż jako pasażer na tylnej kanapie zleciała mi błyskawicznie, choć jechaliśmy tam całą noc. Przejechanie bowiem blisko 700km dwusuwem to zawsze jest nie lada wyzwanie.

To co zobaczyłem na miejscu przez kolejne dwa dni, raz na zawsze zmieniło moje podejście do samochodu marki Trabant. Uświadomiłem sobie, że jest to chyba najwdzięczniejszy pojazd do wszelkiego rodzaju przeróbek i modyfikacji. Obejrzałem większość z ponad 2000 samochodów, które przyjechały na trawiaste lotnisko w Zwickau i ogromna większość z nich zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.

Przede wszystkim urzekła mnie niemiecka dbałość o każdy detal przy realizacji tego typu projektów. Niezależnie czy auto prezentowało styl rat, racing, tuning czy classic to zawsze każdy centymetr tego projektu był przemyślany i wykonany z należytą precyzją. Dzięki temu niemieckie projekty tak bardzo różniły się wtedy od naszego rodzimego trabantowego podwórka. Oczywiście było już wtedy kilka światowych projektów w Polsce, ale na tle „konkurencji” z zachodu wypadaliśmy blado niczym szarość seryjnego 601 na tle krwistej czerwieni Lamborghini. Do dziś mam przed oczami projekt Trabanta w kolorze jasnoszarym z kubełkowymi czarnymi fotelami i chromowaną klatką lub T600 kombi w kolorze soczystej perłowej zieleni (który kilka lat później uległ poważnemu wypadkowi i zdjęcia z tego wypadku złamały mi serce). Właśnie wtedy, właśnie tam ukształtowała się moja trabantowa wrażliwość. I co najważniejsze, właśnie wtedy, właśnie tam obiecałem sobie, że powrócę jeszcze do Zwickau. Powrócę własnym Trabantem, który będzie mógł bez kompleksów stanąć obok moich idoli i cieszyć oko zwiedzających i uczestników zlotu.

Wtedy wszystko wydawało mi się proste i byłem pewien, że w niedługim czasie sam lub z pomocą kolegów doprowadzę swojego żółtego Trabanta do stanu godnego Zwickau. Życie jednak szybko wylało kubeł lodowatej wody na moją gorącą głowę. Grunt to z każdej takiej lekcji należy umieć wyciągać odpowiednie wnioski. Mi się udało i być może dlatego spełniłem swoje marzenie z Zwickau z roku 2004. Ale o tym w kolejnych wpisach. Poniżej moje zdjęcia z 11 ITT Zwickau. Łza w oku się kręci :)

Mobile version: Enabled