Loading the content... Loading depends on your connection speed!

601PL
Twój koszyk: 0,00 

Brak produktów w koszyku

Narodziny 601PL

Po wielu próbach i poszukiwaniach możliwości, w jaki sposób odpicować Trabanta, doszedłem po kilku latach do kilku ważnych wniosków. Nie mając zaplecza (garażu), ani odpowiednich narzędzi, ani doświadczenia, ani fachu w ręku nie jestem w stanie sam zrealizować projektu, który sobie wizualizowałem w głowie. Dodam, że projektu, który przez cały ten czas ewoluował. Pierwsza wizja to Trabant w kolorze błękitnym, niebieskim lub granatowym o sportowym charakterze z tysiącem udogodnień i rozwiązań z XXI wieku. Z czasem jednak moje pomysły dojrzały do decyzji, że czerwonego Trabanta z kremowym skórzanym wnętrzem nie jestem w stanie zrobić sam i muszę zdać się na fachowców. Sęk w tym, że było na to trzeba góry pieniędzy. W roku 2006 postanowiłem zaryzykować i pójść na całość.

Ogromny wpływ na to, jak chciałem żeby wyglądał mój Trabant miał zlot w Zwickau w 2004 roku, podczas którego zrozumiałem, jak wiele naszym rodzimym projektom do tych z Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi już wtedy do perfekcji opanowali sztukę restauracji i modyfikacji Trabantów nie szczędząc na realizację swoich projektów niemieckich marek, a później Euro. Ich projekty były całościowe i przemyślane. Nasze były najczęściej chaotyczne. Niemieckie projekty dbały o każdy detal. Nasze nie znały takiego pojęcia. Niemieckie ociekały bogactwem. Nasz ociekały biedą. Oczywiście w roku 2003 istniało kilka dobrych polskich projektów, ale zdecydowana większość to była bieda z nędzą. Nasza Trabantowa świadomość dopiero się kształtowała, a jako mieszkańcy kraju na dorobku nie mogliśmy sobie pozwolić na pompowanie ogromnych funduszy w plastikowe samochodziki.

Chciałem złamać ten trend. Chciałem stworzyć projekt, o którym będzie głośno. Chciałem stworzyć auto, które będzie podziwiane. Chciałem pojechać do Zwickau na zlot autem, które nie będzie odstawać od swoich niemieckich kolegów, a będzie dumnie prezentować polskich Trabanciarzy. Po setkach konsultacji i poszukiwań części oraz wykonawców zabrałem się do realizacji projektu 601PL. A projekt ten to nie tylko samo auto. Nierozerwalną jego częścią była specjalnie stworzona strona WWW, która była chyba pierwszą w Polsce „profesjonalną” stroną z własną domeną traktującą o jednym Trabancie i jego historii. Strona z galeriami, animacjami i interaktywnymi grafikami Flash, czymś w rodzaju mini bloga oraz w wersji angielskojęzycznej, by jej zasięg był jeszcze większy. Dziś może to nikogo nie dziwić, ale w tamtych czasach to było naprawdę coś. Nawet dziś jak patrzę na pierwszą wersję 601 Passions (bo tak nazywała się ta strona), to wydaje mi się bardzo gustowna i ponadczasowa, pomimo prehistorycznych animacji flash :)



Auto od 2003 roku przeszło szereg napraw, ale to były jedynie doraźne naprawy na nagłe awarie. Owszem, w między czasie dołożyłem kilka udogodnień (elektryczna pompka spryskiwacza, wymienione zostały resory na fabrycznie nowe i jedna z najważniejszych modernizacji – wymiana przednich hamulców szczękowych na tarcze i zaciski), ale żeby auto przeszło faktyczną metamorfozę potrzebne były profesjonalne prace blacharsko-lakiernicze. Po oględzinach budy, doradzono mi, żebym poszukał samego nadwozia w lepszym stanie niż mój żółty Trabant, bo będzie z tym mniej pracy. Tak też zrobiłem i w zapomnianym garażu w Nowej Hucie znalazłem i odkupiłem od starszego Pana groszkową karoserię, która prócz kilku drobnych dziur w podłodze prezentowała się wyśmienicie.


Karoseria trafiła do zakładu blacharsko-lakierniczego mojego dobrego kolegi ze szkoły podstawowej w lipcu 2006 roku. Groszek zamienił się w krwistą czerwień z palety Chrysler – Inferno Red. Auto gotowe do transportu do mechanika wyglądało imponująco. Kolor wręcz kipiał agresywnością. Już wtedy było czuć ogrom zmian. Auto z matowego brudasa stało się lekko perłowym błyskiem. Jazda za lawetą przewożącym Trabanta przez miasto do warsztatu w Nowej Hucie napawało mnie dumą. A to był dopiero przedsmak zwycięstwa :)


W między czasie udało mi się namierzyć bardzo miłego i fachowego tapicera pod Krakowem, któremu zawiozłem wszystkie elementy, w tym z trudem zdobyte fotele z BMW, które wg porad na forach internetowych miały idealnie pasować do Trabanta (pasują prawie idealnie). Kremowa ekoskóra miała nadać wnętrzu niezwykłej świeżości i luksusu, a w połączeniu z wygodnymi fotelami kubełkowymi miało powiać nowoczesnością.


Auto na początku sierpnia 206 roku trafiło do warsztatu p. Ożgi w Nowej Hucie i przeszło tam prace konserwacyjne podwozia oraz montaż wszystkich podzespołów wraz z modernizacją układu hamulcowego. Dostarczyłem przerobiony przeze mnie licznik, który dostał nową kremową tarczę i chromowaną ramkę. Po zamontowaniu foteli i tapicerki auto było gotowe. Pierwszy i najważniejszy etap prac zakończył się we wrześniu 2006 roku.


Auto było zdrowe, miało przepiękny lakier i fantastyczne wnętrze. Brakowało bardzo wielu ważnych elementów, ale już wtedy to był absolutny top.

Jednym z pierwszych publicznych wystąpień nowego Trabanta 601PL był przejazd przez całe miasto we wrześniu 2006 roku wraz z moją małżonką i przyjaciółmi na ślub mojego najlepszego kolegi do podkrakowskich Domaszowic do Folwarku Zalesie. Samo auto budziło powszechny zachwyt i uśmiechy wszystkich na trasie. A jeśli dodam, że w środku ja i mój kolega mieliśmy specjalnie uszyte na to wesele połyskujące białe kombinezony a’la Bee Gees, a nasze kobiety wiozły na kolanach prezent w postaci krasnala ogrodowego, to był to kosmos. To jedna z takich chwil w życiu, o której wspomnienie automatycznie generuje ogromnego banana na twarzy :)

Mobile version: Enabled