Loading the content... Loading depends on your connection speed!

601PL
Twój koszyk: 0,00 

Brak produktów w koszyku

Pierwsze przeróbki w Trabancie

Już kilka dni po zakupie Trabanta zaprzyjaźnione kobiece ręce uszyły dla mnie pokrowce z materiału typu polar w kolorze granatowym na fotele i kanapę. Tym samym materiałem obiłem tylne podłokietniki i daszki przeciwsłoneczne, a boczki drzwi i podłogę wyłożyłem szarą wykładziną dywanową. Prawdę mówiąc taka zmiana potrafi ocieplić wnętrze i sprawić, że staje się ono indywidualne. Nabiera świeżego wyglądu, bo osobiście nie znoszę oryginalnych kolorów i materiałów tapicerek w Trabantach. Jako, że w moich marzeniach o Trabancie doskonałym widziałem go w kolorze niebieskim lub błękitnym, większość rzeczy, które „lakierowałem” puszką z farbą z marketu budowlanego stawała się niebieska w tamtym okresie. Szczytem moich możliwości było zrobienie deski rozdzielczej w kolorze niebieskim, customowa tarcza prędkościomierza z białą wskazówką, zamontowanie zegarka (bodajże od Łady). Montaż kilku przełączników na desce rozdzielczej dla kogoś, kto kompletnie nie zna się na elektryce też było wyczynem na miarę zdobycia ośmiotysięcznika przez amatora. Dziś już nawet nie pamiętam za co odpowiadały te switche, ale obstawiam, że było to światło przeciwmgielne, światła awaryjne, pompka spryskiwacza i specjalny system dodatkowego nadmuchu do wnętrza. Wykonałem go z wiatraka od trabantowego webasto, które wyhaczyłem gdzieś na Allegro za bezcen. Po prostu zamontowałem go na końcu tzw. pingwina grzewczego i dzięki niemu powietrze nieznacznie szybciej wpadało do kabiny. Nieznacznie, ale i tak duma mnie rozpierała, że udało mi się to zrobić, choć pół roku temu nie rozróżniałem alternatora od gaźnika. Chcąc tchnąć w Trabanta ducha nowoczesności zamontowałem pod sufitem lampkę oświetlenia wnętrza od Renault Megane (!!!) i duże praktyczne lusterko wsteczne.

Zająłem się także wizualnością pod maską. Jak każdemu podobały mi się już wtedy zestawienia kolorystyczne z elementami chromowanymi. Jako, że nie stać mnie było na chromowanie, ani nawet na zakup chromowanych części, „chromowaniem” zająłem się osobiście, lakierując srebrną farbą z puszki niektóre elementy silnika. Oczywiście pod maską pojawił się też granat i kilka udogodnień – jak np. wspomniany wcześniej zbiornik z elektryczną pompką spryskiwacza. Szczytem ekstrawagancji i burżujstwa był montaż wycieraczek Valeo, a zdobyty z trudem aluminiowy znaczek „S” dumą przykręcałem na maskę.

Oczywiście o ile byłem w stanie zdemontować i polakierować korbki do uchylania szyb, tak wszelkie nagłe naprawy, które musiałem wykonywać w tamtym czasie, zlecałem zaprzyjaźnionym krakowskim Trabanciarzom. Sęk w tym, że zawsze były to nagłe awarie, które doprowadzały mnie do łez. Nie mając doświadczenia, nie miałem pojęcia jak w porę wychwycić objawy nadchodzącej katastrofy. Najlepiej stan mojej mechanicznej świadomości odda historia, kiedy przejechałem pół miasta na kapciu nawet o tym nie wiedząc. Opona do wyrzucenia, felga pogięta, wizyta na drugim końcu miasta, żeby jakoś to naprawić. Koszmar. Tego typu awarie strasznie mnie frustrowały i spędzały sęk z powiek. Zacząłem mieć lęki przed każdą jazdą Trabantem, na zasadzie co też dziś mnie spotka, co też dziś się po drodze zepsuje. Nie mając doświadczenia, ani fachu w ręku, ani nawet porządnych narzędzi byłem skazany na łaskę i niełaskę innych. Prawdę mówiąc zostało mi to do dziś, z tą małą różnicą, że obecnie nie boję się tego samochodu, potrafię go diagnozować i mam przyzwoity zestaw narzędzi. Prawdę mówiąc do dziś wolę oddać samochód w ręce specjalisty, niż samemu próbować. W przeszłości takie próby zazwyczaj kończyły się katastrofą.

W tamtym czasie udało mi się zdobyć całkiem nowe resory. Szczęśliwie dość szybko zorientowałem się, że ich wymianę lepiej zlecić doświadczonej osobie niż samemu próbować je demontować bez narzędzi i bez doświadczenia. W pakiecie z lampką wnętrza od Megane kupiłem także przełącznik zespolony przy kierownicy do wycieraczek oraz tablicę prędkościomierza i obrotomierza wraz ze wszystkimi kontrolkami. Naprawdę wtedy wydawało mi się, że bez trudu to zamontuję na desce rozdzielczej. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tam nie ma jak za bardzo podpiąć linkę prędkościomierza, a uruchomienie poszczególnych lampek kontrolnych nie uda się przez zwykłe dolutowanie kilku przewodów… Jak teraz o tym myślę, to czerwienię się ze wstydu, że naprawdę mogłem wymyślać coś takiego :)

„Odpicowanym” Trabantem stawiłem się na moim pierwszym zlocie Trabantów. Było to Trabi EXPO Kraków wrzesień 2003. Przeczytacie o tym w kolejnym poście. A poniżej możecie obejrzeć moje auto z roku 2003 i trochę pośmiać się z „domowych” i bardzo budżetowych prób tuningu wizualnego, jakich dokonałem osobiście w tamtym czasie.

Mobile version: Enabled